Pisarnia blokada pisarska

Kilka słów o „strachu przed pustą kartką”

Czy strach przed pustą kartką to to samo co blokada pisarska? Co nas tak naprawdę blokuje? I jak wreszcie przełamać opór przed pisaniem?
Na pisarniowym blogu i profilu na Instagramie często posługuję się terminem „strach przed pustą kartką”. Co mam na myśli? I czy jest jakiś sposób, by przełamać paraliżującą obawę przed rozpoczęciem pisania?
Czym jest „strach przed pustą kartką”?

„Strach przed pustą kartką” to termin, którym często posługuję się w Pisarni, by wyrazić pewien… zestaw uczuć. Towarzyszą nam one bardzo często, gdy zaczynamy pracę nad nowym tekstem naukowym lub wracamy do naszego „rozgrzebanego” tekstu po dłuższej przerwie

Można powiedzieć, że to takie połączenie dyskomfortu lub w skrajnych przypadkach przerażenia na myśl o tym, jak wielkie mamy przed sobą zadanie. Do tego – zwłaszcza u perfekcjonistów – dochodzi czasem dojmujące poczucie porażki. I to pomimo tego, że jeszcze nic nie zrobili, by ruszyć pracę pisarską do przodu.

Czy ten opis brzmi znajomo?

Nie wiem, czy istnieje jakiś profesjonalny termin, by uchwycić ten miks nieprzyjemnych uczuć. Nie jest to do końca blokada pisarska, bo zdaje mi się, że wielu zawodowych pisarzy traktuje ją jako pewien stały element pracy, który pojawia się i znika. W przypadku „strachu przed pustą kartką” mowa jest raczej o takim paraliżującym przekonaniu, które nie pozwala nam wykonać żadnego ruchu. Albo w ogóle nie otwieramy wtedy edytora tekstu, albo siedzimy przed ekranem komputera, wpatrując się w migający kursor.

Skąd to się bierze?

Powodów uruchomienia tego „strachu” może być wiele, w zależności od tego, jakim typem pisarza jesteś lub jakie są twoje wcześniejsze doświadczenia z pisaniem.

Jestem przekonana, że w niektórych przypadkach blokada pisarska ma związek z innymi, o wiele głębszymi problemami, np. nieumiejętnością radzenia sobie z krytyką. No bo jeśli nic nie wyjdzie spod naszego pióra, to nikt nie będzie miał szansy poddać tego krytyce – prawda?

Bardzo przemawia też do mnie argument przedstawiony przez Stephena B. Hearda w jednej z moich ulubionych książek o pisaniu, którą cytowałam tu na blogu wielokrotnie. Heard pisze tak:

Nikt nie widzi cię kiedy piszesz. Ty też nie widzisz innych ludzi podczas pisania. To, co zostaje ostatecznie udostępnione szerszej publiczności, to gotowy produkt, a nie czynność albo zachowanie. W rezultacie wielu naukowców myśli o pisaniu (jeśli w ogóle o nim myśli) jako o mechanicznym procesie zapisu myśli na papierze.

S. B. Heard, The Scientist’s Guide to Writing. How to Write More Easily and Effectively Throughout Your Scientific Career, Princeton 2016, s. 15.

Jeśli nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałeś lub nie zastanawiałaś, pomyśl o tym teraz. Czy kiedykolwiek widziałeś swojego promotora lub promotorkę, gdy męczyli się nad swoimi monografiami naukowymi? Czy znasz kogoś z grona pracowników naukowych na twojej uczelni, kto chętnie w swobodnej rozmowie dzieli się swoimi przemyśleniami na temat tego, jak ciężkim bywa czasem proces pisania? Podejrzewam, że odpowiedź brzmi nie. 

Zwykle mamy do czynienia z już gotowym produktem procesu pisania. Samego procesu nie widzimy. Stąd też nasze dziwne przekonanie o pisaniu: że człowiek po prostu siada i pisze. I oczekujemy, że to samo przydarzy się również nam. Że spłynie na nas mityczna wena i w końcu jakoś się to zacznie.

No nie, moi drodzy, tak to nie działa. 

Co z tym można zrobić?

Skoro już Heard nam podpowiedział, że pisanie tekstu naukowego nie jest prostym „mechanicznym zapisywaniem myśli na papierze”, musimy przyjąć do wiadomości, że jest to proces o wiele bardziej złożony. 

Po pierwsze, to wyzwanie dla długodystansowców – bardziej maraton niż sprint. Pisanie naukowe wymaga dużych nakładów czasu najpierw na czytanie i zapoznawanie się z dostępnymi materiałami, a później na pracę koncepcyjną i samo pisanie. Nie wspominając już o redakcji i dopieszczaniu przypisów. Ponieważ jest to długi projekt, warto sięgnąć po różne sprawdzone metody zarządzania projektami i po złotą zasadę, by duże zadania rozkładać na małe kawałki.

Po drugie, często bywa tak, że nowe pomysły lub wątki przychodzą nam do głowy już w trakcie pisania. Ba! Bywa nawet tak, że w trakcie pisania zmieniamy całą koncepcję i praca de facto zaczyna się od nowa. Trzeba przygotować się na naprawdę wiele niespodzianek.

Oczywiście, można się tym frustrować, ale można też podejść do całego procesu z otwartością i ciekawością. Zwłaszcza jeśli praca naukowa to wasz świadomy wybór. Często pomaga też wizualizowanie sobie końcowego efektu lub szczypta magii w postaci afirmacji.

Kiedy już popracujemy trochę nad własnym podejściem do całego przedsięwzięcia, warto przejść do tej przerażającej „pustej kartki”. Rekomendowanym przeze mnie prostym trickiem na przełamanie blokady pisarskiej jest sprawienie, by na tej kartce papieru zaczęło się pojawiać… cokolwiek. Co to może być?

 

1. Konspekt

Nie jestem zwolenniczką konspektów. Kiedyś na Instagramie napisałam nawet, że pisanie konspektów przypomina trochę próbę narysowania szczegółowej mapy lasu, w którym nigdy nie byliśmy. Wiem, że wielu osobom przygotowanie konspektu tekstu pomaga, od innych zaś konspektu oczekują opiekunowie naukowi. Tak czy siak, konspekt jest dobrym punktem startowym. Wystarczy, że wkleisz go do swojego pliku tekstowego i zaczniesz nieco rozbudowywać poszczególne jego punkty. Każdy element konspektu może być świetnym punktem wyjścia do napisania jednego czy dwóch zdań. I już plik zaczyna nam się powoli zapełniać.

2. Notatki

Pierwsze przemyślenia na temat naszego tekstu naukowego mogą przyjść nam do głowy podczas czytania publikacji przygotowanych przez innych autorów. Załóżmy, że nie zgadzamy się w czymś z danym autorem – to świetny punkt wyjścia do przygotowania własnej notatki. Co dokładnie nas oburzyło? Jakie my mamy spojrzenie na daną kwestię? Innym zaś razem lektura tekstu może wywołać swoisty efekt „wow”, otwierając nam oczy na zupełnie nowe rozwiązania. To również warto odnotować. A od notatek do własnego tekstu już naprawdę krótka droga! I znów przerażająca pusta kartka zapełnia się pierwszymi zdaniami.

3. Cytaty

W tekstach naukowych cytujemy na okrągło. Wciąż powołujemy się na słowa innych osób i nawet przed przystąpieniem do pracy możemy zakładać, że jakieś cytaty w naszym tekście się pojawią. Czemu nie zacząć pracy właśnie od nich? Wypisz na tej „pustej kartce” pierwsze ważne cytaty i sporządź prawidłowy przypis. Jeśli nasuwa ci się jakiś komentarz do tego cytatu, zapisz go w formie notatki. Pamiętaj, to co piszesz i tak będzie jeszcze wielokrotnie zmienione!

4. Sprawdzone, stałe sformułowania typowe dla tekstu naukowego

Jakiś czas temu do pisarniowego sklepu trafiły listy zdań do wykorzystania w tekście naukowym. To gotowe szkielety zdań, które możesz dowolnie dopasować do własnego tekstu. Nawet jeśli nie masz tego produktu, bądź wyczulony/a na typowe zdania, które pojawiają się w tekstach naukowych, które czytasz. Pamiętaj, teksty naukowe to nie proza. Większość z nich bazuje na tym samym trwały szkielet, a niektóre wręcz na tych samych, powtarzalnych sformułowaniach.

Podsumowanie

Marzenie o tym, by nasz tekst naukowy ukazał się w swojej ostatecznej formie bez żadnych poprawek, to zwyczajna mrzonka. Musimy już na wstępie mentalnie przygotować się na wielokrotne zmienianie, korygowanie i poprawianie. To naturalna część procesu. Podejście do pisania takiego tekstu z przekonaniem, że każde napisane zdanie będzie idealne, powoduje, że pojawia się blokada pisarska lub paraliżujący strach przed dalszą pracą.

Pamiętaj, by dzielić proces pisarski na małe elementy. Im mniejsze zadanie, tym mniejsze przerażenie będzie ono w stanie wywołać. Poza tym zapełniaj plik tekstowy swobodnymi przemyśleniami, notatkami czy cytatami. Nie przejmuj się, gdy zdania nie brzmią jeszcze wystarczająco dobrze – zawsze można popracować nad nimi później. Najważniejszym jest, żeby w ogóle było co poprawiać i żeby pusta kartka przestała onieśmielać!

Te teksty również mogą cię zainteresować:

Zostaw komentarz